Różany skwer pysznych pączków

Przy ulicy Górczewskiej na Woli powstał pod koniec  2016 roku skwer o wdzięcznej i słodkiej nazwie „Różany skwer pysznych pączków” – niezwykłych pączków, jednych z najlepszych w Warszawie, wypiekanych zgodnie z recepturą niezmienioną od ponad 90 lat, pączków ze słynnej cukierni Zagoździńskich.

z21150601vrozany-skwer-pysznych-paczkow-1

 

Skwer zajmuje niewielką przestrzeń przed zabytkową kamienicą pod numerem 15, w której mieści się pracownia cukiernicza i sklep „Zagoździński”. Sprzedaje się tu pączki w liczbie około 700 każdego dnia a w tłusty czwartek z jednym zerem więcej, czyli 7 tysięcy pachnących pączków z różanym nadzieniem. Kolejka klientów stoi praktycznie tu zawsze a w pączkowy dzień roku jest nawet dłuższa niż do mięsnego w latach PRL-u.

97f3cf0e15f7508f9a95755b5df761ea

Na Górczewską państwo Zagoździńscy przywędrowali w roku 1973. Z Wolą byli związani od początku swojej działalności. Firmę założył pan Władysław w roku 1925. Pierwsza cukiernia znajdowała się przy ulicy Wolskiej 53. Prowadził ja razem z żoną. On zajmował się smażeniem pączków ona sprzedażą. Lokal był niewielki, produkcja wzrastała, robiło się ciasno. W roku 1930 zakład cukierniczy został przeniesiony kilka przecznic dalej, na Wolską 66.

W nowym miejscu powierzchni było więcej. Obok pracowni, powstał sklep, sala ze stolikami do konsumpcji na miejscu oraz sala rekreacyjna zwana bilardową, chociaż ulubioną rozrywką pana Władysława był nie bilard tylko szachy. Rozszerzony też został asortyment cukierniczy. W lecie produkowane były lody a przez rok cały, poza pączkami, wszelakiej receptury ciasta i ciasteczka. Prym jednak już wtedy wiodły pączki, po które sam marszałek Piłsudski posyłał z Belwederu swoich adiutantów. A i zwyczajnej klienteli nie brakowało. Ludzie przyjeżdżali tu z najdalszych zakątków miasta. Tłoczno i gwarno było w cukierni u państwa Zagoździńskich aż do wybuchu wojny w 1939r.

Przez okres okupacji cukiernia funkcjonowała nadal choć w znacznie skromniejszym wymiarze, stosownie do reglamentowanego zaopatrzenia w surowce. Tragiczne dni nadeszły w sierpniu 1944 roku. Cudem, wcześniej ostrzeżeni, mieszkańcy kamienicy przy ulicy Wolskiej 66 zdołali uciec przed bestialską egzekucją hitlerowców. Powstanie Warszawskie na samej Woli pochłonęło 60 tysięcy bezbronnych cywilnych ofiar, mężczyzn, kobiet i dzieci. Rodzinie Zagoździńskich udało się przetrwać. Po wojnie powrócili do wypalonej kamienicy.

Mury przetrwały. Remont kamienicy przeprowadzili we własnym zakresie powracający do Warszawy jej przedwojenni mieszkańcy i wkrótce cukiernia pana Władysława wznowiła produkcję. Nie było już jednak sali bilardowej ani kawiarnianych stolików. Ciężkie czasy nastały dla prywatnych przedsiębiorców. Nowe władze państwowe wprowadziły urzędowe receptury, w których naturalne składniki zastąpiono zamiennikami a przepisy skutecznie dbały by prywatna inicjatywa nie wzbogaciła się za bardzo.

Po październiku 1956 roku cukiernia ponownie rozwinęła skrzydła. Przyszła tak zwana odwilż polityczna i pączki mogły smakować jak dawniej. Znów przed cukiernią ustawiały się kolejki spragnionych łasuchów. Niestety w 1973 roku nadchodzą kolejne zmiany i dla Pana Władysława nie są one korzystne. Dzielnicowa Rada Narodowa postanowiła przeznaczyć miejsce zajmowane przez prywatną cukiernię na państwowe sklepy, dając  Zagoździńskim lokal zastępczy przy Górczewskiej 15.

I tak oto cukiernia znalazła się w miejscu, w którym funkcjonuje do dzisiaj. Z powodu niewielkich gabarytów lokalu produkcja została ograniczona tylko do pączków ale za to pysznych pączków. Pracownię prowadzi obecnie czwarte już pokolenie rodu wspaniałych cukierników. Jeszcze kilka lat temu pieczę nad wszystkim sprawowała pani Hanna, zwana babcią Hanią, córka założyciela pączkowego biznesu pana Władysława Zagoździńskiego. Babcia Hania lubiła przesiadywać na drewnianym stołku stojącym przy wejściu do cukierni. Była swoistym znakiem rozpoznawczym dla wtajemniczonej klienteli – babcia Hania siedzi przed cukiernią znaczy pączki są, babci nie ma pączków brak. Pani Hanna odeszła w 2007 roku. Dziś pozostał przy wejściu pusty stołek, który nadal jest widocznym z daleka zaproszeniem na świeżutkie różane pączki.

z21150599vrozany-skwer-pysznych-paczkow

 

Sama kamienica, w której mieści się cukiernia Zagoździńskich, wzniesiona z czerwonej cegły, jest jednym z trzech domów należących do kolonii Wawelberga. Dwa pozostałe budynki mają adresy: Górczewska 15a oraz Wawelberga 3. Należy się jeszcze kilka słów wyjaśnienia, czym była kolonia Wawelberga. Otóż było to osiedle domów przeznaczonych dla klasy robotniczej, którego pomysłodawcą i fundatorem był Hipolit Wawelberg, bankowiec i filantrop żydowskiego pochodzenia.

Pod koniec XIX wieku na Woli w szybkim tempie rozwijał się przemysł. Powstawały tu browary, garbarnie, fabryki: srebra, pociągów, guzików a także gazownia. Przybywało robotników dla których Wawelberg postanowił wybudować osiedle. Trzy kamienice wzniesione w latach 1898- 1900 według projektu Edwarda Goldberga stanowiły jedno z pierwszych tanich osiedli mieszkaniowych w Polsce. Osiedle było nowoczesne. Domy  postawiono w odstępach od siebie, by zapewnić mieszkaniom odpowiednie doświetlenie, zainstalowano w nich kanalizację i bieżącą wodę. W budynkach znalazły się też zsypy na śmieci co było nowością w ówczesnej Warszawie. Oświetlenie było gazowe. Zamieszkało tu 300 rodzin robotników z wolskich fabryk, którzy za niewielki czynsz mieli gwarancję, że nikt ich z mieszkań nie eksmituje.

Hipolit Wawelberg zadbał też o zaplecze socjalne robotniczego osiedla. Między domami wybudowano oficyny, w których mieściły się szkoła, przedszkole, czytelnia, sala zabaw, łaźnie i pralnie. Nie zabrakło też zieleni, która zajęła połowę działki zajmowanej przez kolonię.

Fundator zadbał równiż o edukację społeczną mieszkańców kolonii. Organizował dla nich spotkania, odczyty, potańcówki. Założył specjalną fundację, która pomagała potrzebującym, zwłaszcza samotnym matkom.

Świetność kolonii Wawelberga kończy się z chwilą wybuchu powstania. Mieszkańcy zginęli w czasie rzezi Woli a ich mieszkania zostały spalone. Odbudowane po wojnie kamienice zajęli już inni lokatorzy.

Od 2015 roku kolonia Hipolita Wawelberga ma swoje święto obchodzone w maju na tutejszych podwórkach. W tym roku zapewne świętować też będziemy na „Różanym skwerze pysznych pączków”.

z19566624qpaczki-z-gorczewskiej

 

Napisane na podstawie informacji zamieszczonych na stronie cukierni http://pracowniacukiernicza.pl/historia

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s